Czego tak naprawdę chcesz? Powrót, zmiany i bańki informacyjne, w które wpadamy

Wpadłam w takie sidła porównywania się, że musiałam zrobić tydzień przerwy od mediów społecznościowych i wszystko na nowo przemyśleć. Zobacz, jakie zmiany pojawią się na Zaplanuj Równowagę, z czego wynikają i… w jaką bańkę informacyjną wpadłam na Instagramie. Opowiem Ci także o tym, jak uwalniam się od myśli, że „przecież każdy tak robi”.

To jest podcast w pigułce. Posłuchaj całego odcinka tutaj ⤵️

Powrót po przerwie

Przez miesiąc nie nagrywałam podcastu. Do tego przez tydzień zrobiłam sobie przerwę od mediów społecznościowych i od tworzenia treści, bo chciałam wszystko na nowo przemyśleć i poukładać. I między innymi o tym sobie dzisiaj pogadamy.

Mam nadzieję, że znajdziesz tu dużo przestrzeni do refleksji, dużo ciekawych myśli, dużo rzeczy, które będą potem pracować w Twojej głowie, i które przełożysz na swoje własne życie. Nawet jeśli nie tworzysz treści i nie pracujesz w Internecie, znajdziesz tutaj coś dla siebie.

Porozmawiamy o:

  • tym, że zrobiłam przerwę od mediów społecznościowych – co mi ta przerwa dała (niektórych rzeczy się nie spodziewałam),
  • tym, jak chciałam przemyśleć swoje miejsce w sieci – Zaplanuj Równowagę – na nowo; jakie zmiany się tu pojawią i skąd ta potrzeba zmian się wzięła u mnie,
  • tym, jak wpadamy w bańki informacyjne w mediach społecznościowych i porównujemy się do czegoś, co nie istnieje (przez to zrobiłam sobie przerwę od mediów społecznościowych),
  • tym, w jaką bańkę filtrującą wpadłam ja i jak się z niej uwolniłam (chociaż jestem tylko człowiekiem i nadal mi się zdarza porównywać, jak np. w sobotę podczas biegania, ale o tym opowiem Ci na koniec).

A teraz pozwól, że się przedstawię.

Z tej strony Klaudia, czyli głos prowadzący podcast Złap Równowagę. To miejsce, w którym rozmawiamy o wspierającym planowaniu, przeżywaniu życia i tworzeniu równowagi, by poczuć więcej spokoju w głowie i w ciele

Tydzień przerwy od mediów społecznościowych

Zrobiłam sobie tydzień przerwy od mediów społecznościowych (i przyznaję bez bicia, że tak zdarzało mi się zaglądać do kilku osób, ale bez presji, żeby być u nich na bieżąco). W tym czasie nie tworzyłam treści, nie odpowiadałam na komentarze, nie udzielałam się wiadomościach, na Stories itd. Chciałam mieć od tego trochę spokoju.

Korzyści z tygodnia bez mediów społecznościowych

Spodziewałam się, że będę miała więcej czasu, więc to mnie nie zaskoczyło. Ten czas „władowałam” w odświeżanie newslettera i mojej strony. Uważam, że wyszło mi to bardzo dobrze. Wiem, że jeszcze dużo pracy jest przede mną (mam to rozpisane), ale jestem na dobrej drodze.

A inne korzyści?

Mniej porównywania się i, co za tym idzie… więcej zadowolenia ze zwykłych codziennych chwil, które w pewnym momencie przestały mnie cieszyć i teraz cieszą znów.

A przestały mnie cieszyć, bo moje dziecko jest w spektrum autyzmu. Jest „specyficzne” – ma specyficzne zainteresowania, bawi się w określony sposób, trudno mu „sprzedać” coś nowego. Na Instagramie widzę wycieczki z dziećmi, widzę jak dzieciaki śmigają na rowerach, a są mniejsze niż moje dziecko, które nawet biegowego nie ogarnęło.

I chcąc nie chcąc porównywałam się do tego, przez co moja codzienność wydawała mi się – po tym tygodniu – dużo gorsza niż była w rzeczywistości. A gdy przestałam zaglądać na Instagram i porównywać moją codzienność do tego, co pokazują inni ludzie (bo oni pokazują tylko urywek i ja to świadomie wiem, ale podświadomie i tak to na mnie działa, bo jestem tylko człowiekiem), to moje zwykłe, nudne i trudne, mimo wszystko trudne życie zaczęło mnie bardziej cieszyć i mam wrażenie, że zrobiło się troszkę łatwiej, bo przestałam nakładać na siebie taką presję, żeby dorównać tym wszystkim mamom z Instagrama.

→ Przeczytaj także: Presja – skąd się bierze i jak sobie z nią radzić?

Dzięki temu odpuściłam, uspokoiłam się i było nam łatwiej.

Z tego wynika jakby kolejna korzyść, czyli więcej spokoju w głowie (nad ciałem jeszcze pracuję i o tym będę opowiadać Ci więcej w kolejnych tygodniach). Było mniej porównywania się i myśli, że jakkolwiek bym się nie starała i tak nikomu nie dorównam, i tak będę gorsza, będę gorszą mamą niż osoby, które widzę w Internecie.

Byłam też mniej zmęczona i to mnie trochę zdziwiło. Moja głowa mogła odpocząć, mimo że ja nadal pisałam treści dla klientów, bo jestem copywriterką (pisałam artykuły blogowe i inne treści). Miałam w tej mojej głowie więcej przestrzeni na zwykłe życie.

To jest niesamowite, jak tylko tydzień bez mediów społecznościowych sprawił, że było mi zdecydowanie łatwiej. I teraz trochę nie wiem, co o tym myśleć, bo z jednej strony mogłabym żyć bez nich, a z drugiej jest tam parę osób, które lubię po prostu czytać, które dzielą się ciekawymi myślami. Ale z kolejnej strony jest to porównywanie się, więc będę pracować nadal nad swoją relacją z technologią, żeby:

  • mniej scrollować,
  • być bardziej obecną w życiu,
  • to życie przeżywać, a nie tylko przescrollować,
  • mieć więcej spokoju we własnej głowie, mniej tych myśli, które każą mi się porównywać do innych i które mówią, że jestem gorsza, mimo że nie jestem.

Mamy po prostu inną codzienność niż pozostali ludzie. Tak naprawdę każda z nas ma inną codzienność i to nie oznacza, że ktoś jest lepszy czy gorszy, tylko po prostu żyjemy w różnych „światach” i każdy może budować ten swój świat tak, jak tego chce.

Dlaczego miałam tak silną potrzebę zmian w Zaplanuj Równowagę?

Zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakie ja zmiany chcę wprowadzić w moim miejscu w Internecie, czyli wszystkim, co związane z Zaplanuj Równowagę. Poczułam silną potrzebę zmiany po pierwsze dlatego, że tworzyłam dużo treści i miałam wrażenie, że robiłam to zbyt płytko, zbyt… byle jak. Chcę tworzyć mniej, ale:

  • lepszej jakości,
  • chcę dzielić się też swoją drogą, swoimi potknięciami, próbami, błędami, testowaniem różnych rzeczy i tym, jak wygląda moja codzienność w kontekście tworzenia równowagi w życiu – jak żyć wolniej, spokojniej i lepiej (gdzie to lepiej dla każdej z nas może oznaczać coś zupełnie innego).

Po drugie, gdy czytałam kolejny post i kolejny newsletter tworzony przez sztuczną inteligencję, za przeproszeniem: rzygałam już tym. Szkoda, bo wielu twórców, których ceniłam, których lubiłam, zaczęło wklejać właśnie takie kopiuj-wklej z czata. Widać to, bo zmienił się styl pisania tych osób, zmieniła się składnia zdań itd., przez co różni twórcy wyglądają dokładnie tak samo i tam nie ma już człowieka.

Nie chcę tego.

Odobserwowałam chyba większość takich osób, przestałam czytać takie newslettery, bo chcę kontaktu z człowiekiem.

Sama nie chcę oddawać kreatywnej pracy sztucznej inteligencji. Chcę budować relacje z prawdziwymi ludźmi, tak jak z Tobą po drugiej stronie, a nie ze sztuczną inteligencją.

Jeśli korzystasz z AI jako twórca – okej, nie będę Cię oceniać. Po prostu mi się to przestało podobać i zaczęło mnie to męczyć. Uznałam, że nie chcę brać w tym udziału.

Nie chcę też tworzyć tego, co lubi algorytm. I to jest trudne, bo na Instagramie ciężko jest się przebić, ciężko jest mieć jakikolwiek zasięg, jeśli nie tworzymy szybkiego contentu, prostych lifehacków, które zmienią całe twoje życie w minutę, rolek z milionem cięć (takich poszatkowanych, że Twój mózg dostaje palpitacji), byle było tylko szybciej, intensywniej i by zatrzymać uwagę.

Nie chcę tego. Takie treści mnie męczą i z tego powodu nie chcę serwować ich Tobie.

Jakie zmiany zajdą?

Treści będzie mniej, ale będą bardziej dopracowane, będą konkretniejsze i bardziej pomocne. Chcę:

  • inspirować,
  • skłaniać do refleksji,
  • sprawiać, że Twoje życie będzie trochę lepsze (cokolwiek to dla Ciebie oznacza).

Chcę Ci pokazać, że możesz szukać swojej własnej drogi. Chcę dzielić się moją drogą, moim doświadczeniem, a nie tylko tworzyć treści pod algorytm i dla zasięgu. To nie jestem ja.

Zmieniam trochę tematykę. Wspierające planowanie zostaje, bo ono jest moje, stworzyłam ten koncept i z niego na co dzień korzystam. Wiem, jak bardzo ono pomaga w życiu, jakiekolwiek by to życie nie było. Byłam w naprawdę różnych sytuacjach:

  • pracowałam na trzy zmiany na produkcji (montowałam hamulce do samochodów, na które nigdy by mnie nie było stać – nadal mnie zresztą nie stać – gdybym w tej pracy została),
  • potem pracowałam na trzy zmiany i studiowałam zaocznie,
  • studiowałam i urodziłam dziecko,
  • rzuciłam studia,
  • założyłam firmę,

więc naprawdę znam przeróżne sytuacje i wiem, że wspierające planowanie w każdej z nich się sprawdzi, bo w nim tworzysz swój własny system według moich wskazówek.

🎁 Pobierz Checklistę wspierającego planowania!

Wspierające planowanie jest jednym z narzędzi tworzenia równowagi w życiu, a ja będę mówić o tej równowadze bardziej, głębiej, dosadniej czasem.

Jakie tematy będą się tu pojawiać?

  • Wspierające planowanie – czyli takie, w którym jesteś człowiekiem, bierzesz poprawkę na siebie, na swoją codzienność, na swój kontekst, samopoczucie. Nie dokładasz sobie niepotrzebnej presji, a zamiast tego ułatwiasz sobie życie i wybierasz to, co jest dla Ciebie naprawdę ważne. Uczysz się wybierać priorytety.
  • Wspierająca produktywność – nie chodzi o ciągłe podkręcanie produktywności, robienie więcej i więcej. Tylko o taką produktywność, w której realizujesz swoje cele, dążysz do nich, ale wiesz, kiedy wcisnąć STOP i odpocząć (żeby nie działać ponad swoje siły i nie spalać się po drodze. Żeby nie przechodzić od jednej skrajności – czyli od tego, że robisz bardzo, bardzo dużo – do drugiej skrajności, w której rozładowują Ci się baterie i leżysz przez tydzień i nie jesteś w stanie robić nic, tylko scrollować. Szukamy balansu).
  • Journaling i Bullet Journal – wykorzystam je, by pokazać Ci, że mogą być wsparciem w tworzeniu przyjemniejszego życia, osiągania celów i dążenia do wizji. To także narzędzia samopomocy i lepszego poznania samej siebie (im lepiej siebie poznamy, tym lepsze decyzje będziemy podejmować i tym przyjemniej nam w tym życiu będzie).
  • Przeżywanie życia – uważam, że życie może być naprawdę fajne, nieważne jaka jest nasza codzienność. I mówię to ja, mama dziecka z niepełnosprawnością, które wymaga mnóstwo, mnóstwo uwagi. Ponadto mój mąż nie jest Polakiem, ubiega się o stały pobyt, czeka na decyzję chyba trzy miesiące i nie wiem ile to jeszcze potrwa. Póki nie dostanie karty, raczej go nikt nie zatrudni (od roku nie ma pracy, a ja nas utrzymuję sama, co nie jest łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że nasze dziecko chodzi na razie jeszcze do prywatnego przedszkola, bo… w poprzedniej rekrutacji w państwowych nam odmówili. Nie chcieli „problemu”). Dodatkowo choruję na endometriozę IV stopnia, a w tym roku dowiedziałam się, że mam zwyrodnienie kolana i do tego mam cztery albo pięć niewielkich przepuklin na odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Więc ta nasza codzienność jest… nie mówię najtrudniejsza, bo owszem zawsze znajdzie się ktoś kto ma trudniej, ale przestaję oszukiwać samą siebie, że mamy łatwo.

I w tej naszej codzienności to my podejmujemy decyzję, że będziemy się starać robić co możemy, żeby nam było lepiej i przyjemniej. Będę Ci pokazywała też jakie są moje sposoby na to, żeby bardziej się tym życiem cieszyć; jakie są takie nasze rodzinne sposoby. Mam nadzieję, że Cię zainspiruję.

I przede wszystkim coś, co łączy to wszystko i jeszcze więcej, dużo więcej, to tworzenie równowagi w życiu, żeby poczuć spokój w głowie i ciele, żeby spojrzeć na swoje życie jako na całość, a nie wyrwane z kontekstu kawałki.

Mamy takie tendencje w planowaniu, że planujemy sobie listę zadań, jakby ona była zupełnie oderwana od naszej rzeczywistości. Zapominamy, że potrzebujemy spać, jeść, zająć się dzieckiem, że pracujemy, a potem się dziwimy, że się nie wyrabiamy. Nie będziemy się wyrabiać, póki czegoś nie zmienimy.

Pokażę Ci, jak zaopiekować swój układ nerwowy i pokażę Ci to na bazie tego, co sama testuję, na bazie badań naukowych i książek, które czytam, bo myślę, że mam dużą wiedzę, tylko nadal boję się nią dzielić.

Mam nadzieję, że ta stara-nowa ja Ci się spodoba i że będziemy kontynuować naszą wspólną przygodę. Możesz mi napisać w komentarzu, co o tym myślisz!

Bańki informacyjne, w które wpadamy w mediach społecznościowych

Przerwę od mediów społecznościowych zrobiłam z tego powodu, że za dużo się porównywałam. Chciałam przemyśleć pewne rzeczy dotyczące całego mojego miejsca w sieci tak, żeby nie porównywać się, nie inspirować się i robić to po swojemu.

Bo z mediami społecznościowymi jest tak, że wpadamy w nich w bańki filtrujące (inaczej: bańki informacyjne), czyli algorytm podpowiada nam takie treści, które pasują do naszego światopoglądu, które nam się podobają i widzimy ich bardzo dużo.

Sama wpadłam w taką bańkę półmaratonów. W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że wszyscy startują w półmaratonach. Tylko, że to nie jest prawda, a zakłamany obraz rzeczywistości. Po co?

  • Żebym scrollowała dalej, bo wyświetlą mi się treści, które mnie prawdopodobnie zainteresują.
  • Żebym zaczęła się porównywać do tych osób i zaczęła dążyć do tego, do czego dążą „wszyscy”. Problem w tym właśnie, że to nie są wszyscy.

Jak to sprawdzić?

Spróbuj się wylogować. Bądź offline, chociaż przez weekend, przez jeden dzień i poobserwuj prawdziwych ludzi, swoich bliskich, swoje otoczenie. Ile osób faktycznie biega półmaratony lub robi cokolwiek innego związanego z bańką informacyjną, w którą wpadłaś?

Czy każdy z Twoich bliskich biega ten półmaraton? Nawet jeśli znasz kilka osób, które faktycznie to robią (np. mój tata i moja przyjaciółka faktycznie biegają półmaratony), to wciąż nie są wszyscy. To są tylko dwie osoby, a przecież ja mam bliskich dużo, dużo więcej. Większość z tych osób w ogóle nie biega, więc nawet mówienie, że wszyscy biegają jest mylące, bo wcale tak nie jest.

Nic z Tobą nie jest nie tak, że ty tego nie robisz, bo uwierz mi, że nie wszyscy to robią (cokolwiek by to nie było).

Ważniejsze jest, czy Ty tego w ogóle chcesz.

A żeby móc się dowiedzieć, czy Ty tego chcesz, czy to wynika jednak z porównywania się do tego, co widzisz, musisz nabrać nieco dystansu. I najlepiej, tak jak ja to zrobiłam, odciąć się na jakiś czas, poobserwować ludzi, poobserwować otoczenie, poobserwować samą siebie, porozmawiać ze sobą w głowie albo w dzienniku, i zastanowić się, czy to pragnienie z Tobą zostaje, czy jednak gdzieś wyparowało.

Trochę tak, jak na zakupach: Oglądasz jakieś ładne ubrania. Matko, ja chcę tę sukienkę! Wychodzisz ze sklepu nie kupiwszy jej. Za tydzień już nie pamiętasz, że ją chciałaś. Dokładnie tak samo może być z tą bańką informacyjną, w którą wpadłaś.

💡 Możesz zaznaczać, żeby ci takiego contentu nie wyświetlało, bo nie chcesz swojej głowy zapełniać czymś, do czego nie chcesz dążyć i co wywołuje u Ciebie presję. Naprawdę nie musisz oglądać w Internecie wszystkiego.

Ja w tym wyścigu udziału nie biorę. Biegam trzeci rok. I biegam 5 km. Nie mam parcia na to, żeby biegać 10 km, ani tym bardziej, żeby biegać maraton.

To nie jest dla mnie ważne

Usłyszałam od bliskiej mi osoby, że wydaje mi się, że nie mam na to czasu. A jednak dla mnie wyjście na te trzydzieści parę minut pobiegać to jest bardzo dużo. Mam na to czas raz w tygodniu (i to głównie dlatego, że mój mąż nie ma pracy). Więc gdzie miałabym znaleźć czas na treningi do półmaratonu, które trwają znacznie dłużej?

Ponadto uważam, że te półmaratony nie są dla mnie ważne. Dla mnie ważniejsze jest to, żeby budować swoją sprawność, czyli:

  • kondycję,
  • elastyczność,
  • siłę,
  • wytrzymałość itd.,

a nie tylko, żeby biegać coraz dłużej i szybciej. Więc wystarczy mi 5 km i pracuję nad tym, żeby być lepsza na tym dystansie. Owszem, mam tutaj na myśli i czas, i tempo, ale mam też na myśli np.:

  • tętno (podczas biegu coraz mniej się męczę i to jest wspaniałe),
  • to, że pracuję ze swoją głową, bo moja głowa często mi podpowiada, że ja nie dam rady. Ostatnio na pierwszym kilometrze czułam, jak zaczynają boleć mnie łydki. Miałam taką myśl: no to fajnie się biegało, nie dam rady, będzie kiepsko, już jestem beznadziejna, najgorsza na świecie, to wszystko nie ma sensu, ale… chwilę później naszła mnie taka refleksja: przecież mnie zawsze bolą nogi. To jest nic nowego. I skoro do tej pory dawałam radę biegać te 5 km, to dlaczego miałabym nie dać rady dzisiaj? Biegłam dalej i zrobiłam te 5 km.

💡 Chciałabym, żebyś zastanowiła się, czy Ty w ogóle masz przestrzeń na to, co robią wszyscy. Nie porównuj się do innych, bo każdy z nas ma inną sytuację. Ja mam znacznie mniej czasu na bieganie niż mój tata, który mieszka sam, ma swoją firmę i „brak” zobowiązań.

Pamiętaj też, że świadomość tych „baniek” nie sprawi, że nie będziesz w nie czasem wpadać lub że nie będziesz się porównywać.

Ja nadal wpadam czasem w tą bańkę porównywania się. Biegałam w sobotę wokół stawów miejskich i biegało tam dwóch młodych chłopaków. Na moje jedno okrążenie robili dwa. Pomyślałam sobie, że przecież mogę się zmusić i pobiec tak szybko jak oni. A potem do mnie dotarło, że też kiedyś będę biegać takim tempem (jeśli będę nad tym pracować). Cały czas widzę progres (po kontuzji kolana, która się okazała zwyrodnieniem był regres, wiadomo, ale teraz jest tak, jak było przed nią). A teraz to prędzej skonam i ktoś mnie z tych stawów będzie skrobał albo po prostu wrzucą do wody i tyle (tak, czytałam kiedyś namiętnie kryminały). Więc calm down i biegniemy powoli w swoim tempie.

Pytania na koniec

💡 Zastanów się na koniec, czy Twoje cele i marzenia naprawdę są Twoje, czy wynikają z tego, co widzisz w Internecie. Zastanów się nad tym, czego Ty tak naprawdę chcesz, i pamiętaj, że nie musisz robić tego, co wszyscy robią. Bo na pewno nie wszyscy to robią. Po prostu wpadłaś w pewną bańkę filtrującą, ale możesz z niej wyjść.

3 pytania do journalingu:

  1. Czy treści, które konsumujesz w Internecie, są dla Ciebie dobre? A może wywołują presję i porównywanie się?
  2. Czy Twoje marzenia są Twoje, czy są jak ta sukienka, do którego wzdychałaś w sklepie, a po tygodniu już o niej nie pamiętałaś?
  3. Czy każdy w Twoim otoczeniu robi to, o czym myślisz, że „przecież wszyscy tak robią”? Co to dla Ciebie oznacza?

Możesz mi w komentarzu dać znać, w jaką bańkę informacyjną wpadłaś i wydaje ci się, że wszyscy tak robią. I odezwij się w komentarzach innych – jeśli już będą – żeby dać znać, że Ty czegoś nie robisz. Myślę, że może powstać bardzo fajna dyskusja.

A tymczasem trzymaj się ciepło i do usłyszenia już niedługo. Pa!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *