Skąd mam wiedzieć: odpuścić czy docisnąć? Dlaczego nie potrafimy o tym same zdecydować lub decydujemy… źle? Co robić, by podjąć dobrą dla nas decyzję? Na te wszystkie pytania odpowiem – z praktycznymi przykładami – w tym artykule.
To jest podcast w pigułce. Posłuchaj całego odcinka tutaj ⤵️
Odpuścić czy docisnąć?
Skąd mam wiedzieć: odpuścić czy docisnąć? To pytanie pojawia się w wiadomościach od moich czytelniczek… i w końcu na nie odpowiem! Porozmawiamy o tym:
- dlaczego same nie potrafimy zdecydować, kiedy odpuścić, a kiedy lepiej docisnąć,
- co zrobić, by podjąć dobrą dla siebie decyzję,
- czy mamy do wyboru tylko te dwie opcje i dlaczego nie warto żyć w skrajnościach.
Na koniec pokażę Ci praktyczny przykład, dzięki któremu będzie Ci łatwiej obserwować samą siebie.
Z tej strony Klaudia, czyli głos prowadzący podcast Złap Równowagę. To miejsce, w którym rozmawiamy o wspierającym planowaniu, przeżywaniu życia i tworzeniu równowagi, by poczuć więcej spokoju w głowie i w ciele. A teraz przechodzimy do tematu odcinka.
Odpuszczanie a dociskanie – najczęstsze błędy
Błąd 1: Odpuszczanie po potknięciach
Często jest tak, że gdy raz nam coś nie wyjdzie, automatycznie odpuszczamy. Mamy w sobie taki perfekcjonizm (mniej lub bardziej uświadomiony), który nie pozwala nam popełniać błędu. Więc gdy ten błąd – nieważne jak niewielki – się zdarzy, uznajemy, że musimy olać ten temat i od poniedziałku zacząć jeszcze raz, tym razem idealnie.
Jak się domyślasz, idealnie nigdy nie będzie i potknięcia zawsze się będą zdarzać, bo jesteśmy tylko ludźmi.
Przykład: moim celem jest robienie co najmniej 7 tysięcy kroków dziennie (obniżyłam poprzeczkę, bo miałam problem z robieniem 10 tysięcy kroków, przez co się zniechęcałam i odechciewało mi się próbować). Raz mi się to nie udało. Zrobiłam 6,5 tysiąca kroków i miałam taką myśl: może nie ma sensu już próbować dalej? Od maja zacznę jeszcze raz i tym razem już będzie idealnie. Ale nie chcę takiego podejścia „wszystko albo nic” w swoim życiu, i nie chcę tego perfekcjonizmu, który prowadzi mnie tak naprawdę donikąd. Jest 27 kwietnia, a ja cztery razy nie zaliczyłam swojego celu. Cztery z dwudziestu siedmiu to niecałe 15%. Niewiele, prawda?
Zgodnie z systemem zero-jedynkowym każde potknięcie traktujemy jak ogromną, ogromną porażkę, przez co rzucamy to i zaczynamy od nowa za jakiś czas. Jeśli byłaś kiedykolwiek na diecie, to pewnie doskonale to znasz: od poniedziałku będzie idealnie – nie będę jeść słodyczy, będę jeść idealne, zdrowe posiłki itd. W poniedziałek, wtorek w tym wytrwałaś, a w środę zaliczasz potknięcie, więc do niedzieli folgujesz sobie, ile się da, bo już nic nie ma znaczenia, a od poniedziałku znów próbujesz być idealna.
Do tego dochodzi to, że często chcemy wszystkiego na raz, z efektami najlepiej na wczoraj. Tego uczą nas współczesny świat i media społecznościowe, w których efekty przychodzą znikąd i wydaje nam się, że nie musimy robić nic albo że zrobimy coś raz i będzie już idealnie.
Tylko że to tak nie działa.
Kończymy z tym, że nie widzimy tych efektów od razu, ani nawet po tygodniu i rzucamy wszystko w cholerę. A gdyby tak spróbować trochę obniżyć sobie poprzeczkę i zacząć traktować te potknięcia jak potknięcia? Powiedzmy, że brakło Ci 500 kroków do Twojego celu. Czym jest te 500 kroków w stosunku do 6,5 tysiąca, które zrobiłaś? Albo przez cały dzień trzymałaś tą idealną dietę i wieczorem zjadłaś cukierek. Czym jest ten cukierek w stosunku do tych wszystkich zdrowych posiłków, które zjadłaś?
To jest niewielkie potknięcie (swoją drogą w kontekście relacji z jedzeniem odsyłam Cię do Moniki z Głodnej Głowy). Mogłybyśmy traktować te potknięcia jak potknięcia… Tak, jak wtedy, gdy idziemy chodnikiem i potykamy się o wystającą kostkę. Zgodnie z podejściem, które mamy do naszych celów, powinnyśmy się położyć na tym chodniku i nie iść dalej. A jednak potykamy się i idziemy dalej.
Błąd 2: Odpuszczamy, bo wybieramy łatwiejszą drogę
Często odpuszczamy, bo wybieramy łatwą drogę. Łatwą teraz. Jednocześnie to odpuszczanie nie ma większego powodu (o powodach jeszcze sobie za chwilę porozmawiamy).
Jeśli dziś się nie będziemy ruszać, to jutro będzie nas wszystko boleć.
Jeśli dziś zarwiemy noc, to jutro będziemy nie do życia.
Jeśli dziś zjemy byle co, to jutro nie będziemy mieć energii.
Jeśli dziś odpuścimy pisanie dziennika, to jutro będziemy mieć chaos w głowie.
Jeśli dziś bierzemy nasze relacje za pewnik, że one są i zawsze będą i nie musimy o nie dbać, to jutro może się okazać, że zostałyśmy same.
Jeśli dziś scrollujemy bez opamiętania, to jutro będziemy zmęczone.
Jeśli dziś pędzimy za bardzo, to jutro się wypalimy i odechce nam się robić cokolwiek.
Jeśli dziś bierzemy na siebie zbyt dużo, to jutro będziemy mieć o to żal do całego świata.
Jesteśmy dorosłe i to my bierzemy odpowiedzialność za nasze decyzje. Pamiętaj o tym, że brak decyzji to też decyzja i konsekwencje tak czy siak się pojawią. Nieważne, że Ty samodzielnie, świadomie tej decyzji nie podjęłaś. Dlatego warto się czasem zatrzymać i zastanowić, czy dzisiaj nie idziemy na łatwiznę, bo nam się nie chce, bo wolimy sobie poleżeć, pooglądać serial itd. – ale czy jutro przez to nie będzie nam dużo trudniej.
Może lepiej byłoby czasem pomyśleć odwrotnie: co Dzisiejsza Ja może zrobić, żeby Jutrzejszej Mnie było łatwiej?
Dlaczego nie potrafimy decydować: odpuścić czy może jednak docisnąć?
Powód 1: Skrajności, czyli działam na 100% albo na 0%.
Albo robię wszystko idealnie, albo hulaj dusza piekła nie ma. Nie ma nic pomiędzy.
Powód 2: Oderwanie od ciała i od swoich własnych emocji.
Nie wiemy, czy:
- po prostu nam się nie chce czegoś robić,
- jesteśmy zbyt zmęczone, żeby to zrobić,
- bierze nas przeziębienie,
- mamy zjazd energii np. przed miesiączką.
Jesteśmy tak pochłonięte robieniem więcej i szybciej, a także podkręcaniem produktywności i byciem ciągle online, że same nie wiemy, co my czujemy.
Powód 3: Mylenie dbania o siebie z odpuszczaniem, ciągłym odpoczynkiem i ojojowaniem nad sobą, podczas gdy dbanie o siebie praktycznie nigdy nie jest pójściem na łatwiznę.
Ojojowanie (jak bardzo mi jest źle, o jaka jestem biedna), olewanie obowiązków, nierobienie kompletnie nic i ciągłe odpoczywanie (przy czym często mylenie tego odpoczynku z rozrywką i twierdzenie, że oglądanie serialu czy scrollowanie to odpoczynek) nie jest dbaniem o siebie.
W dbaniu o siebie musi być pewien balans – musi być i czasem zmuszenie się do jakiegoś działania, i czasem odpuszczanie.
Psst! Za dwa tygodnie wrócimy do tego tematu!
Powód 4: Mylimy dbanie o siebie z dociskaniem się.
Idziemy w drugą skrajność. Przykładowo: dociskamy się z treningami, bo przecież damy radę zrobić sześć intensywnych treningów w tygodniu (nieważne, że potem nie mamy na nic siły, chodzimy ciągle głodne, bo jeszcze sobie do tego wymyśliłyśmy bardzo niskokaloryczną dietę).
To działanie, którym się ciągle dociskamy i z którym się szarpiemy, jest ponad nasze siły.
Dbanie o siebie ma dwa oblicza:
- jak mi się nie chce ćwiczyć!, ale wiem, że to jest dla mnie dobre i po prostu mi się nie chce, więc zwlekę się z tej kanapy i to zrobię,
- bardzo źle się czuję, źle spałam i naprawdę nie mam na to siły, odpuszczam.
→ Przeczytaj także: Presja – skąd się bierze i jak sobie z nią radzić?
Powód 5: Liczymy na motywację, która sama na nas spłynie.
To tak nie działa. Motywacja wynika z działania. Działamy, widzimy jakiś postęp, progres, efekt, cokolwiek, i chce nam się działać dalej.
Przykład: sprzątanie. Nie chce mi się, ale jak już zaczynam to robić i zauważam, że jest ładniej, przyjemniej, chcę, żeby wszędzie było tak ładnie i przyjemnie, i czysto, więc idę dalej krok po kroku.
Przykład: ruch. Nie chce mi się ćwiczyć, ale wiem, że to jest dla mnie dobre, więc zmuszam się trochę do tego przez dni, tygodnie, miesiące, aż widzę efekty. Po 10 latach ćwiczeń z przerwami (operacja, ciąża, połóg) mogę powiedzieć, że naprawdę lubię się ruszać i mam na to przeważnie ochotę.
Powód 6: Nie masz czasu na to, co dla ciebie ważne, więc to odpuszczasz, a w zamian robisz inne rzeczy, które w sumie nie są dla ciebie aż tak istotne.
Masz cel: nauczyć się robić lepsze zdjęcia. To jest dla ciebie ważne, bo chciałabyś dokumentować życie swojej rodziny, mieć piękny album, którym się można pochwalić i na który sama byś z przyjemnością patrzyła. Ciągle to odkładasz, bo:
- po pierwsze: wmawiasz sobie, że potrzebujesz bardzo dużo czasu, żeby w ogóle zacząć, np. godzinę dziennie codziennie,
- po drugie: ciągle skupiasz się na tych mało istotnych obowiązkach, które w sumie nic wielkiego nie wnoszą i przez to nie masz czasu na to, co jest dla Ciebie ważne.
Jeśli chcesz, możesz nauczyć się:
- wybierać priorytety,
- decydować, co jest dla ciebie ważne, co jest mniej istotne, co warto odpuścić, a co nie.
Sięgnij po Karty Wspierającego Planowania i znajdź czas na to, co jest ważne w Twojej codzienności, jakkolwiek trudna by nie była. Gwarantuję, że nawet w bardzo trudnej codzienności znajdziesz czas na coś, co ma dla Ciebie ogromne znaczenie. Chociaż 5-10 minut dziennie. Mało? 5 minut dziennie przez cały rok to jest ponad 30 godzin. To jest bardzo, bardzo dużo czasu.
Powód 7: Chcemy robić za dużo, za szybko i najlepiej wszystko na raz.
Więc ciśniemy na 200% przez kilka dni. Potem okazuje się, że jednak nie dajemy rady i odpuszczamy. Potem znów bierzemy na siebie za dużo, chcemy wszystko na raz, efekty na już…
A mogłybyśmy działać małymi krokami, a nie wielkimi zrywami. Byłoby zupełnie inaczej.
Powód 8: Perfekcjonizm.
Są dwa oblicza perfekcjonizmu:
- chcemy robić coś od razu idealnie i nie popełniać błędów, więc dociskamy się do granic możliwości, a i tak nie jesteśmy z tych efektów zadowolone,
- odpuszczamy zanim w ogóle zaczniemy i znajdujemy milion wymówek, żeby czegoś nie robić, bo wiemy, że i tak nie dosięgniemy do poprzeczki, którą same sobie zbyt wysoko podniosłyśmy.
Powód 9: Prokrastynacja.
Odkładamy ciągle działanie, odpuszczamy sobie i odpuszczamy, bo od jutra, zabierzemy się do pracy… Ale się nie zabieramy, bo nie odpoczywamy, nie ładujemy baterii i potem po prostu nie mamy na to działanie ani chęci, ani siły.
Możesz dać znać w komentarzu, który powód jest dla Ciebie znajomy, a ja przygotuję treści na ten temat, tak żeby Ci lepiej pomóc.
Co robić, gdy nie wiesz, czy odpuścić, czy jednak docisnąć?
Przechodzimy do części praktycznej.
Sposób 1: Zastanów się, czy żyjesz w skrajnościach, a twoje podejście nie jest zero-jedynkowe.
Sposób 2: Zastanów się:
- jak się czujesz?
- czy jesteś wyspana? (jak nie dosypiasz, to nie masz energii. Przestań przed sobą udawać, że 5h snu ci wystarczy)
- jaki był twój dzień? (czy nie wydarzyło się coś, przez co masz znacznie mniej energii)
- ile masz siły?
Nie oszukuj się, że „jakoś funkcjonować” to jest to samo, co „dobrze funkcjonować”. Bo owszem, po 5 godzinach snu możemy jakoś funkcjonować i jakoś ten dzień przetrwać, tylko pytanie, czy Ty go chcesz TYLKO przetrwać (tym bardziej, jeśli takie dni to u Ciebie norma).
Sposób 3: Przeanalizuj:
- czy się dziś ruszałaś (brak ruchu = brak energii),
- czy piłaś odpowiednią ilość wody (a nie tylko kawy i energetyków),
- czy jadłaś odpowiednio dużo i odżywczo (jak nie dojadasz, bo jesteś na jakiejś śmiesznej diecie typu 1400 kcal, to też nie będziesz mieć siły na życie i wyzwania – a wręcz małe zadania staną się wyzwaniami).
Sposób 4: Zastanów się, czy nie chcesz robić za dużo i za szybko.
Może po prostu wzięłaś na siebie zbyt dużo i dlatego jesteś wyczerpana? Może warto byłoby obniżyć sobie trochę poprzeczkę i brać na siebie mniej albo działać mniejszymi krokami?
TUTAJ możesz – z moją pomocą – przeorganizować swoją dobę tak, żeby mieć czas na to, co dla Ciebie najważniejsze, i nie brać na siebie za dużo.
A gdyby tak przestać żyć w skrajnościach?
Pamiętaj, że nie musisz żyć w skrajnościach. Pomiędzy dociskaniem, a odpuszczaniem jest cała skala możliwości i możesz zrobić coś dziś na 30, na 50 czy na 90%. To też będzie w porządku, bo to będzie 100% Twoich aktualnych możliwości, a Twoje aktualne możliwości są na poziomie 30% Twojego celu. To jest zawsze coś.
Zauważ, że każdy, nawet najmniejszy krok, jest krokiem naprzód.
Podejmowanie decyzji w praktyce
Pora na konkretny przykład: Masz zaplanowany trening, ale nie chce Ci się go robić i wydaje Ci się, że nie dasz rady. Robimy szybką kontrolę:
- wyspałaś się,
- w pracy zmęczyłaś się podobnie jak zwykle,
- ale stało się coś, przez co straciłaś trochę zasobów (np. przykra wiadomość),
- piłaś, jadłaś, wszystko w porządku,
ale Ci się nie chce i wydaje Ci się, że nie masz siły.
Co teraz robić? Z jednej strony prawie wszystko jest w porządku, ale ta przykra wiadomość wybiła Cię jakoś z rytmu. Chodzi Ci ciągle po głowie i zmniejsza Twoje zasoby (masz mniej siły i energii). Możesz:
- zacząć robić trening z planu, z myślą, że zawsze możesz przerwać i może być tak, że go zrobisz, a może być tak, że go nie zrobisz do końca,
- obniżyć sobie od razu poprzeczkę i wybrać łatwiejszy trening, krótszy, mniej wymagający albo w ogóle inną formę ruchu, np. wyjście na spacer i to też będzie okej.
Jeśli wybierzesz zrobienie treningu, obserwuj siebie i to, co czujesz. Na tej podstawie zdecyduj, co dalej:
- jeśli naprawdę masz dość, w każdej chwili możesz odpuścić. Zaczęłaś, spróbowałaś, zrobiłaś co mogłaś, dałaś z siebie 100% i to jest tyle na dziś. Nie dasz rady zrobić więcej i nie ma sensu się dociskać,
- jeśli jest męcząco, ale podobnie jak zwykle, to możesz próbować dalej, przypominając sobie, że innym razem też dałaś radę i być może dzisiaj też uda się dotrwać do końca,
- jeśli czujesz się coraz lepiej, bo po prostu byłaś zasiedziana i nie chciało Ci się ruszać, a teraz się zachciało – kontynuuj.
Pamiętaj w tym wszystkim, żeby słuchać siebie.
Jesteś dorosła i to Ty bierzesz odpowiedzialność za swoje decyzje.
Jeśli dziś będzie Ci bardzo łatwo, bo wszystko odpuszczasz, to jutro będzie trudniej. Zastanów się, czy Przyszła Ja podziękowałaby Ci za odpoczynek, czy jednak za działanie. Bo są takie dni, że naprawdę podziękujesz sobie za wcześniejsze pójście spać i jutro zrobisz to, co miałaś zrobić dziś, znacznie łatwiej i szybciej. A może być też tak, że jutro będziesz miała napięty dzień i Jutrzejsza Ja podziękuję Ci za to, że jednak dzisiaj docisnęłaś i zrobiłaś to co trzeba do końca.
Czekam na Twoje przemyślenia na temat tego odcinka. Jestem ich bardzo ciekawa!
A tymczasem zapraszam Cię na mojego Instagrama @zaplanuj.rownowage i do newsletteru Strefa Równowagi.
Trzymaj się ciepło i do „przeczytania” kolejnym razem. Paaa!

